Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
ks. Rudolf Marszałek

ks. Rudolf Marszałek

(1911-1948)
chrystusowiec
ps. "Opoka"; major,
kapelan ZWZ-AK oraz NSZ, więzień niemieckiego
KL Mauthausen-Gusen oraz więzień PRL, rozstrzelany
na Mokotowie w Warszawie

Artykuły

Fragmenty książki: Piotr Opoka. Ksiądz Major Rudolf Marszałek TChr (1911-1948)


Źródło: A. Krefta-Maciejowska, B. Ścibut, Piotr Opoka. Ksiądz Major Rudolf Marszałek TChr (1911-1948)

W podsumowaniu lat 1942-46 fragmenty relacji mieszkańców:

"Niemcy rozważali przejęcie kaplicy w Bystrej Krakowskiej na siedzibę dla Hitlerjugend. Przyjście kapłana i msze dla miejscowych Niemców spowodowały zaniechanie tych planów. Niemcy mieli w niedziele jedną mszę świętą, a Polacy dwie. Nabożeństwa w tygodniu (maj, czerwiec, październik) też były odprawiane po polsku".

"Nigdy nie mówił »ja«, zawsze podkreślał »my«. Miał wielkie plany, co do świątyni, nauki religii, zajęć z dziećmi. Planowaliśmy utworzyć w szkole drużynę harcerską. Obiecywał, że włączy się w pomoc dla najbiedniejszych dzieci, w dodatkowe zajęcia plastyczne. W 1946 r. przygotował dzieci do I Komunii świętej w krótkim czasie, ale solidnie, miał u nich ogromny autorytet. Zresztą wszystkie dzieci i młodzież były nim zachwycone. Czasy były ciężkie, panowała powojenna bieda, analfabetyzm. Ksiądz, a zarazem żołnierz, wnosił nadzieję i poczucie bezpieczeństwa".

"Zapamiętano, że miał szczególny dar mówienia o miłości Boga i Ojczyzny. Często kazania miały tak mocne akcenty patriotyczne, że chłopcy pilnowali, czy ktoś obcy nie nadchodzi".

"Kiedy Niemcy doznawali już porażki pod Stalingradem, to on jawnie mówił o tym na kazaniu. A mówił wyjątkowo porywająco, z kunsztem. W grudniu 1945 r. zorganizował w restauracji u Twardego opłatek, żebyśmy z zarobionych pieniędzy mogli uszyć mundurki harcerskie".

"Nigdy nie narzekał, że ktoś go wzywa do domu. Jak nie było furmanki to szedł po błocie, śniegu, o każdej porze dnia i nocy. Pamiętam jego słowa: »Nawet na koniec świata pójdę, jeśli ktoś zapragnie Chrystusa«.

"W kwietniu 1943 r. byliśmy jako dzieci u księdza Marszałka na imieninach [17 kwietnia]. Do jego mieszkania przyszło dwóch ludzi i razem poszli w kierunku kościoła. Chodziło o pomoc rannym partyzantom".

"Front się ustabilizował niedaleko i we wsi kwaterowali Ruscy. Jedna z mieszkanek wskazywała im księdza twierdząc, że to Niemiec. W tym czasie od takiego bezmyślnego posądzenia do śmierci z rąk frontowców była niewielka granica".

Swoje świadectwo przekazał również ministrant ks. Rudolfa Marszałka, Władysław Dutka, mieszkający od urodzenia w Bystrej Krakowskiej. "Poznałem ks. Marszałka jak przygotowywałem się do I Komunii Świętej. Mam obrazek pamiątkowy z datą 16.08.1942 i oczywiście zdjęcie. Pod koniec okupacji, w 1944 r. zostałem ministrantem. Wtedy poznałem księdza lepiej i służyliśmy do mszy świętej wraz z kolegami: Wiktorem Hudeckim (był najstarszy z nas), Kazimierzem Marszałkiem i Stanisławem Walusiem.

Zapamiętałem dzień, w którym była egzekucja pięciu Polaków w Bystrej, więźniów obozu koncentracyjnego w Auschwitz [24.04.1944 r.]. Niemcy przywieźli skazańców na posterunek policji i tam im dali jakieś zastrzyki oszałamiające. Następnie spędzili na miejsce egzekucji wszystkich mieszkańców. Udał się tam też ks. Marszałek. Chciał wyspowiadać prowadzonych na śmierć, ale Niemcy się nie zgodzili. Jeden z więźniów powiedział »Z Bogiem Polacy«, a drugi »Z Bogiem świecie«.

Trzeci próbował coś powiedzieć, ale głos uwiązł mu w gardle. Ksiądz się za nich modlił stojąc nieopodal, na werandzie domu, w którym mieszkała moja babcia. Kat chodził i podcinał stołki kolejnym ofiarom. Jeden z wieszanych zerwał się i zaczął się podnosić. Został przez jednego z tych katów zabity dwoma strzałami. Niemcy pozostawili ich przez godzinę po egzekucji. Później przyjechali i zabrali ciała do Oświęcimia. Jeden z zamordowanych Polaków pochodził ze Szczyrku, pracował w lesie i tam ponoć miał kontakty z polskimi partyzantami". Zginęli wtedy: Alojzy Rykała - 24 lata, Józef Lorenc - 21 lat, Wiktor Grzegorczyk - 23 lata, Michał Stec - 25 lat, Józef Klaczek - 40 lat. Władysław Dutka kontynuuje wspomnienia. "Pamiętam też ten dzień w 1945 r., gdy ksiądz w czasie, gdy jeszcze Niemcy się tu bronili w pobliskich okopach, zaczął w kościele śpiewać »Boże coś Polskę«. W późniejszym czasie wiem, że ks. Marszałek był w różnych miejscach: w Cygańskim Lesie [rejon Mikuszowice Śląskie - Olszówka, dzisiaj włączone do Bielska-Białej], tam odprawiał w kaplicy. Był jakiś czas w kościele garnizonowym pw. Trójcy Przenajświętszej w Bielsku. Pełnił w tym czasie, wiosną 1946 r., posługę w szpitalu miejskim. Wiem, bo leczono tam mojego tatę Władysława.

Odwiedzał nas też w Bystrej Krakowskiej. Spotykał się z ministrantami. Pokazywał nam swój mundur z trzema gwiazdkami. Jak latem 1945 r. Polacy z Bystrej odtworzyli krzyż przy »Fałatówce« [przechowano przez okupację figurę Chrystusa i gołębia obrazującego Ducha Świętego z kaplicy przy dom Juliana Fałata, krzyż został spalony], to ks. kpt. Marszałek przyjechał w mundurze, ze swoimi żołnierzami i poświęcił ten krzyż. W pierwszej połowie 1946 r. uczyliśmy się w szkole przeniesionej czasowo do domu nazywanego »Jutrzenka«. Ksiądz się już ukrywał, gdyż był poszukiwany. To było późną wiosną. O tym, że ukrywał się w Bystrej musiało wiedzieć kilka osób. Ksiądz odprawiał potajemnie msze w kościele w Bystrej. I ja mu służyłem do mszy. To było kilka lub kilkanaście razy. Nauczycielka moja pani Gralewska informowała mnie, że ksiądz przyjdzie i zwalniała mnie z lekcji. Ja szedłem do kościoła, wiedziałem, gdzie kościelny Laszczak zostawia sobie klucze, otwierałem, przygotowywałem ornat i wszystkie niezbędne rzeczy, ksiądz przychodził skądś z lasu, wchodził, zamykaliśmy kościół i ksiądz odprawiał mszę świętą.

Po mszy ksiądz odchodził, ja porządkowałem wszystko i po godzinie wracałem do szkoły. Miałem wtedy 12 lat. Nie wiem, czy nasz kościelny o tym wiedział, czy też konsekwentnie udawał, że nie wie. Przypuszczam, że pani Gralewska wiedziała o tym od Milki Markowej, która była jej siostrą. Ksiądz Marszałek stołował się u państwa Marków. Spotkałem go jeszcze raz, przy lesie na końcu wsi [Bystra, obecnie koniec ul. Klimczoka, nieopodal ujęcia wody]. Zawołał mnie i powiedział, że jest głodny. Ktoś miał mu dostarczyć jedzenie, ale nie dotarł. Poprosił mnie bym mu przyniósł kawałek chleba. Moja rodzina niedaleko tego miejsca zbierała drewno na opał i wysłali mnie na dół, do wsi, by już przyjechała furmanka, aby ich zabrać. Pobiegłem i zobaczyłem niedaleko tego miejsca, gdzie spotkałem księdza Marszałka jak idzie do góry pani Markowa z siatką na zakupy. Jak wróciłem to już księdza nie zastałem".

Kolejny ministrant, Wiktor Hudecki, wspomina: "Ks. Marszałek bardzo sumiennie podszedł do urządzania kaplicy i jej doposażenia, pomimo wojny zrealizował sporo zakupów, m.in. chrzcielnicę, która służy nam do dziś, mosiężne tabernakulum, dębową ambonę, puszkę, kielich, baldachim, kapy i ornaty. Zakupił też kilka figur, które stoją w świątyni do dzisiaj. Najbardziej cieszył się z figury Jezusa z Sercem Gorejącym i obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, który podarował Józef Wałęga. Zlecił także wymalowanie wnętrza kaplicy. Na suficie pojawiły się symbole Ducha Świętego, a w prezbiterium Jezus - Dobry Pasterz oraz żniwiarze modlący się pod kapliczką. W pomoc zaangażowali się nawet miejscowi ewangelicy. Podziwiałem go za gorliwość w modlitwie, piękny głos i dobroć, jaką nam okazywał. Często zabierał mnie ze sobą, gdy jechał do Wilkowic lub na odpusty w okolicy. Był chętnie zapraszany, bo głosił piękne kazania. Posyłał mnie też jako kuriera do dziekana z Bestwiny, też zaangażowanego w konspiracji. Zdarzało się, że gdy ks. Marszałek wysyłał mnie z drugim ministrantem, Kazikiem Marszałkiem, po kwiaty do Bielska, to tam na dno wiklinowych koszy, w których zabieraliśmy kwiaty chowano nam podziemne ulotki i książeczki, które ksiądz później rozdawał wybranym ludziom w Bystrej".

Pod koniec maja 1945 r. na wniosek ks. Przeworskiego, proboszcza parafii z Wilkowic, został odwołany ze stanowiska rektora kościoła w Bystrej Krakowskiej. Zakonnicy po okresie okupacyjnej ochrony mieli powrócić do dyspozycji przełożonych zgromadzenia. Z tego okresu zachował się wzruszający list mieszkańców Bystrej i Mesznej do Jego Ekscelencji Księcia Arcybiskupa Metropolity Adama Sapiehy. "Obywatele gromad Bystra i Meszna składają Jego Ekscelencji Księciu Metropolicie najserdeczniejsze »Bóg zapłać« za łaskawą opiekę nad naszym kościółkiem - kaplicą w czasie najcięższym, to jest w czasie okupacji niemieckiej, przez mianowanie rektorem Księdza Rudolfa Marszałka, z którego obowiązków duszpasterskich jesteśmy w pełni zadowoleni.

Z ubolewaniem przyjmujemy do wiadomości odejście księdza Rudolfa Marszałka, któremu jesteśmy winni pełną wdzięczność tak za jego pracę duszpasterską, jak i materialną, położoną około wykończenia i wyekwipowania kościoła - kaplicy w Bystrej. […]".

30.05.1945 r. mieszkańcy Mesznej napisali list do arcybiskupa Sapiehy o następującej treści: "Podpisani Obywatele gromady Meszna, jako sąsiadujących z Bystrą, pow. Biała Krak., a uczęszczających do kościółka w Bystrej, składają najserdeczniejsze podziękowania Jego Ekscelencji Księciu Metropolicie za przydzielenie do naszego kościółka tak godnego sługi Bożego, jakim był ks. misjonarz Marszałek Rudolf. Wszyscy jednogłośnie musimy okazać wyrazy pełnego szacunku i uznania dla jego osoby, jako prawdziwego i gorliwego duszpasterza - jako dobrego i przykładnego Polaka. On w tych ciężkich, niebezpiecznych i beznadziejnych chwilach podtrzymywał nas Polaków na duchu, narażając bezustannie własną osobę. On nie bacząc na władze niemieckie praktykował nabożeństwa polskie, nawet te, które w innych kościołach były chwilowo wstrzymane, mając z tego powodu wiele nieprzyjemności. Przebywał tylko w otoczeniu Polaków, odwiedzał i pocieszał rodziny ścigane przez niemieckie Gestapo, rozdzielał zapomogi biednym Polakom, wygłaszał ciągle kazania o nastawieniu patriotycznym, a kiedy w Bystrej i Szczyrku wieszano polskich więźniów politycznych szedł na miejsce stracenia żeby ich w ostatniej chwili jeszcze podnieść na duchu. Dzisiaj z bólem i żalem musimy żegnać naszego ojca i opiekuna dziękując mu tylko za jego ofiarność i poświęcenie oraz prosząc Naszą Niepokalaną Matkę za jego osobą. Wdzięczność i radość byłaby wielka, gdyby Jego Ekscelencja Książę Metropolita raczył pozostawić dla naszego kościółka tak gorliwego i dobrego pasterza, jakim był ks. misjonarz Marszałek Rudolf.

Wyżej przytoczone fakty stwierdzamy własnoręcznym podpisem. Następują podpisy mieszkańców Mesznej i Bystrej. Na kolejnych kartkach podpisało się 220 osób z rodzin:Adamusów, Bartosików, Bieńków, Bindów, Blachów, Bryjoków, Byrdów, Cembalów, Cyganków, Czadrów, Damków, Dawidów, Durajów, Dutków, Fijaków, Filipków, Forysiów, Frydlów, Gąsiorków, Gębalów, Gilowskich, Gluzów, Grobelnych, Górnych, Gryglów, Grzegorzów, Grzybków, Halamów, Hoffmannów, Hudeckich, Imielskich, Janułów, Jasickich, Jasionków, Kajzerów, Kamińskich, Kaników, Kaniów, Kępysów, Kiełbas, Kopaczków, Koczajów, Kolmerów, Koniorów, Kopaczków, Kruczków, Krystów, Kubalów, Kubańdów, Kubiców, Kuflów, Kwaśnych, Łaciaków, Łukoszków, Laszczaków, Loranców, Marków, Marszałków, Martyniaków, Matuszków, Maślanków, Mikołajczyków, Niklów, Pezdów, Piernikarczyków, Pietraszków, Piprków, Płonków, Połoncarzów, Polaków, Prochowników, Profusów, Pusiów, Przybyłowiczów, Sikorów, Siudów, Skrzesińskich, Smołków, Sromków, Sternalów, Szypułów, Śliwów, Śpiewaków, Trzopków, Twardych, Waliców, Walów, Walusiów, Weluszów, Wróblewskich, Zawiłów.

1946

3 maja władze wprowadziły zakaz urządzania obchodów na ulicach. W Polsce Święto Konstytucji 3 maja wiązało się jednak tradycyjnie z pochodami. W 10 województwach doszło do manifestacji i starć z aparatem represji. Szczególnie brutalnie spacyfikowano obchody w Krakowie, gdzie funkcjonariusze zabili kilka osób, kilkadziesiąt ranili, a kilkaset aresztowali. Represjonowano m.in. harcerzy, uczniów, studentów.

Władzy udało się opanować sytuację dopiero w czerwcu. W Beskidach wzrosła aktywność grup partyzanckich ze Zgrupowania NSZ Henryka Flame ps. "Bartek". W całym regionie olbrzymie wrażenie wywarło zajęcie Wisły przez połączone oddziały, właśnie 3 maja. Partyzanci ubezpieczywszy drogi dojazdowe zaprezentowali się miejscowym i wczasowiczom w umundurowaniu, z uzbrojeniem. Prowadzeni przez por. Jana Przewoźnika ps. "Ryś" przemaszerowali dwójkami przez centrum Wisły i nie niepokojeni przez nikogo odeszli na miejsce zbiórki na Baraniej Górze. W tym dniu zrodziła się kolejna legenda Podbeskidzia. "Leśni chłopcy" obrazując "straceńców losu" mieli duże poparcie wśród miejscowego społeczeństwa. W Beskidach wzrosła aktywność grup partyzanckich ze Zgrupowania NSZ Henryka Flame ps. "Bartek". W całym regionie olbrzymie wrażenie wywarło zajęcie Wisły przez połączone oddziały, właśnie 3 maja. Partyzanci ubezpieczywszy drogi dojazdowe zaprezentowali się miejscowym i wczasowiczom w umundurowaniu, z uzbrojeniem. Prowadzeni przez por. Jana Przewoźnika ps. "Ryś" przemaszerowali dwójkami przez centrum Wisły i nie niepokojeni przez nikogo odeszli na miejsce zbiórki na Baraniej Górze. W tym dniu zrodziła się kolejna legenda Podbeskidzia. "Leśni chłopcy" obrazując "straceńców losu" mieli duże poparcie wśród miejscowego społeczeństwa.

W Boże Ciało, 20.06.1946 r., gdy ksiądz Rudolf szedł z procesją w kierunku Równi, gdzie przygotowano jeden z ołtarzy, przyjechali funkcjonariusze UB, by go aresztować lub prewencyjnie zatrzymać na czas referendum. Ministrantom udało się ostrzec księdza, który zakończył nabożeństwo, przebrał się pospiesznie i odszedł w góry. Podobną sytuację wspomina siostrzenica ks. Marszałka, Aleksandra Reif, którą wraz z koleżanką zatrzymali funkcjonariusze UB na plebani. Udało jej się wymknąć z domu i przekazać przechodniom ostrzeżenie dla wujka. Ks. Marszałek duszpasterzował w Bystrej Śląskiej pod presją aresztowania. Mimo tego czynił to, co do niego należało. Jeszcze przed referendum zdążył ochrzcić czwórkę dzieci. Ostrzeżony o grożącej mu kolejnej próbie aresztowania przez zaprzyjaźnionego prezesa koła PSL, 30 czerwca ukrył się w znanym sobie lesie w końcu Bystrej, na zboczach Szyndzielni i Klimczoka. Z osób, które wówczas mu pomagały odnotowaliśmy Emilię Marek z Bystrej Krakowskiej. Ten głęboko ludzki odruch mógł ją kosztować karę kilkuletniego więzienia.

Referendum, z trzema zagadnieniami dotyczącymi zniesienia senatu, nacjonalizacji podstawowych gałęzi gospodarki i utrwalenia granic zachodnich, przeprowadzono 30.06.1946 r. O granicę wschodnią i ziemie Polski zajęte przez Rosjan w 1939 r. nie pytano. Trzeba przyznać, że komuniści polscy i ich rosyjscy doradcy przewidzieli niesforność Polaków i sfałszowali wyniki referendum ogłaszając, że większość obywateli głosowała "3 razy tak", co miało świadczyć o poparciu dla komunistów. Zatajone wyniki świadczyły o tym, że ¾ głosujących wypowiedziało się przeciwko PPR i jej partiom sojuszniczym. Nikt niepowołany wówczas się o tym nie dowiedział. Właśnie z datą 30.06.1946 r. ukrywającego się ks. Rudolfa Marszałka odwołano z funkcji rektora kościoła w Bystrej Śląskiej. Od końca grudnia 1945 r. do dnia odwołania ochrzcił w bystrzańskiej kaplicy 28 dzieci i udzielił 8 ślubów. […]

Przez kilkanaście dni ks. Marszałek, poprzez swoje kontakty konspiracyjne i towarzyskie, próbował zorientować się w tym, jak bardzo zależy UB na jego osobie. Kiedy usłyszał o nagrodzie za wskazanie jego miejsca pobytu i aresztowaniu swojego brata Leopolda, zdecydował się odejść do partyzantów NSZ, na Baranią Górę. W lipcu 1946 r. przeszedł do Szczyrku i łącznika oczekiwał na kontakt z jednym z oddziałów. W drugiej połowie miesiąca w schronisku na Magurze [?] spotkał się m.in. z grupowym "Wichurą" [Józef Kołodziej]. Z nim udał się do oddziałów, gdzie został ciepło przyjęty przez "Bartka", który mianował go kapelanem. Co ciekawe, wówczas był najwyższym rangą i niewątpliwie najlepiej wykształconym członkiem zgrupowania. Ksiądz major znalazł się w świecie, który cenił, podziwiał, ale wymagał zwierzęcej ostrożności i doświadczenia w zmaganiach z przeciwnikiem. Czynił kapelan swoje powinności, do których został powołany. Spowiadał żołnierzy, pocieszał rannych i strapionych, odprawiał msze święte. Chodził też z żołnierzami "Wichury" i "Orła Białego" na akcje w doliny. […] 8.08.1946 r. napisał z lasu do przełożonego Zgromadzenia Towarzystwa Chrystusowego Ojca Ignacego Posadzego: "szukają mnie - wydali nagrodę pół miliona złotych za głowę moją". Spotykał się z żołnierzami i dowódcami innych oddziałów partyzanckich NSZ: "Sztubaka", "Wilejki", "Śmiałego" oraz drużyną ochrony sztabu pod dowództwem "Kuby".

1947

Doniesienie współpracownika UB, współwięźnia w celi: "Doniesienie 13 stycznia 1947 W dniu wczorajszym nikt z moich współtowarzyszy w celi nie podał żadnych informacji w związku ze sprawą. Wszystkie rozmowy toczyły się dookoła zdarzeń politycznych ostatnich dni oraz sobotnich badań śledczych. W dyskusji ks. Marszałek oraz prof. Dziubecki dwa wrogie sobie stanowiska. Ks. Marszałek jest zdania, że współpraca ze Związkiem Radzieckim doprowadzi Polskę do całkowitej utraty niezawisłości i niepodległości, prof. Dziubecki zwalcza politycznie ten pogląd nie szczędząc dość przykrych dla ks. Marszałka słów. Dziubecki nie wierzy w możliwość wojny, jeśliby jednak ona nastąpiła - mówił - w dwa miesiące Związek Radziecki opanuje całą Europę, to też i w tym przypadku lepiej żyć z nimi w przyjaźni. Ks. Marszałek jest wielbicielem Ameryki i Anglii i jest zdania, że wszystko co Zachód posiada czy postanawia jest alfą i omegą i on jedynie może ocalić Państwo Polskie i jego Niepodległość. Ks. Marszałek wypowiada się z lekceważeniem o poziomie i wykształceniu oficerów śledczych, kpi wprost z nich oraz jak przypuszczam mocno koloryzuje swoje relacje z zeznań, chcąc przedstawić się w lepszym świetle. Mówi, że »się ich nie boi«, a wszystkie jego wypowiedzi są pełne odwagi, animuszu i tupetu. Ks. Marszałek jest pewnym, że uwolni go amnestia. […]

1948

Adwokat w imieniu ks. Rudolfa Marszałka złożył prośbę o ułaskawienie. 25.02.1948 r. prezes Najwyższego Sądu Wojskowego płk dr Władysław Garnowski przedstawiając prezydentowi Bolesławowi Bierutowi okoliczności sprawy napisał w opinii: "Zważywszy na zbrodniczą, wysoce szkodliwą dla Państwa Polskiego, działalność skazanego oraz jego fanatyczną nienawiść do ustroju Demokracji Ludowej uważam, że na ułaskawienie nie zasługuje". Dyrektor Biura Prawnego Kancelarii Prezydenta Izaak Klajnerman streszczając 28 lutego sprawę, poszerzył wniosek następująco: "Opis czynów przestępnych skazanego, zawarty w opinii Prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego jest zgodny z materiałem dowodowym. W szczególności zeznania skazanego z dochodzenia, zawierające wielką ilość charakterystycznych szczegółów w całym zakresie potwierdzają zarzuty oskarżenia. Niemniej wykrętne wyjaśnienia skazanego na rozprawie również dostarczają wiele istotnych momentów dla ustalenia stanu faktycznego.

Załączone do akt sprawy listy skazanego wskazują na jego fanatyczne nastawienie w walce z ustrojem demokratycznym. Jedynym momentem łagodzącym jest zachowanie się skazanego w czasie okupacji, kiedy, jak stwierdza Zarząd Gminy w Bystrej z dnia 17.12.1947 r. życzliwie odnosił się do ludności i w kazaniach przejawiał niezachwianą wiarę w upadek okupanta.[…]"’. 7 marca 1948 r. Bolesław Bierut napisał: "Z prawa łaski nie korzystam". W Więzieniu Mokotowskim skazani na karę śmierci siedzieli na najwyższym piętrze Pawilonu Ogólnego. W jednej celi przebywało tam ponad 50 więźniów. "Kaesi" starali się żyć normalnie, tyle że więcej się modlili, szczególnie, gdy w celi przebywał ksiądz. Pojawienie się ks. Marszałka zostało zatem przyjęte przez skazańców, jak ukojenie ducha. Jemu zaś posługa wypełniła czas oczekiwania na wykonanie wyroku. Czas, w którym każdy ma nadzieję, do ostatniej chwili, że stanie się coś nadzwyczajnego, coś niespodziewanego, co zmieni wyrok skazujący na karę śmierci.

Ks. Rudolf Marszałek chwytał się takiej nadziei przez prawie dwa miesiące. Tłok w kilkudziesięcioosobowych celach sprawiał, że skazani na śmierć pochłonięci codziennymi problemami żyli jak gdyby normalnie. Niektórzy starali się za wszelką cenę przekazać jakieś historyczne informacje o działalności swojej organizacji. Były to ich testamenty. Inni opowiadali sobie wisielcze dowcipy o wykonywaniu wyroku śmierci. Obsługa więzienna zachowywała się w stosunku do "kaesów" tak samo jak do innych więźniów. Wyprowadzenie na śmierć z Oddziału Ogólnego następowało po wieczornym apelu. Więźniowie we wszystkich celach orientowali się, o co chodzi i było to dla nich wielkie przeżycie. Pamięć ludzka zanotowała, że więźniowie polityczni wychodzili na śmierć z godnością. Prowadzono więźnia do specjalnej celi, a na stopniach z kilku stopni otrzymywali strzał w tył głowy.

10.03.1948 r. o godz. 21.55 wyrok śmierci na księdzu Rudolfie Marszałku wykonał sierż. Piotr Śmietański. Ciała pomordowanych wynosili niemieccy więźniowie. Więźniowie Mokotowa pamiętają turkot wozu konnego wewnątrz dziedzińca. Odzywał się przed świtem w pierwszych latach po wojnie. Drewniane koła w żelaznych obręczach zmierzały ku bramie i oddalały się ul. Rakowiecką.

Drukuj cofnij odsłon: 3718 aktualizowano: 2013-03-12 15:46 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2017 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone